Romantyzacja przemocy w popularnych książkach

Kiedy chodziłam do gimnazjum i liceum, bardzo lubiłam czytać. Wręcz kochałam — i mimo że przez dłuższy czas mój regał był zrobiony ze sporych ilości książek, bardzo o nie dbałam oraz ozdabiałam na tyle, na ile kreatywność pozwalała.

Jeżeli chodzi o gatunki, w dużej mierze sięgałam po młodzieżową fantastykę, co nie jest niczym dziwnym. I choć pełno w niej było trójkątów miłosnych czy wpychania wampirów/wilkołaków, nie sądzę, żeby to był czas stracony; nawet jeżeli teraz nie do końca cieszyłabym się z lektury. No ale cóż, 16 lat to nie 24, prawda?

Jednocześnie kiedy miałam te 16 lat, na świecie szalał fenomen 50 Twarzy Graya. Pozwolicie, że nie będę rozdrabniać się nad fabułą tej książki oraz wątkami; wystarczy wiedzieć, że nie jest to lektura przeznaczona dla młodzieży. A jednak widywałam na korytarzach szkolnych dziewczyny zaczytane w pierwszym tomie. To był rok 2014; teraz mamy 2022, a trendy w sumie pozostają niezmienne. Młode osoby dalej lubią sięgać po książki z „niedozwolonej” półki.

Co się jednak dzieje, kiedy te same osoby zaczynają romantyzować przemoc? Taki Gray przecież opowiada o toksycznym wzorcu relacji, a jego młodsza polska siostra (wy już sami wiecie, kto) opiera się na motywie porwania i przetrzymywania. A mimo to czytelnicy i czytelniczki podziwiają takie relacje, wzychając do dorosłych złych chłopców. Media społecznościowe zaczynają wybijać książki przedstawiające związki oraz osoby, od których w prawdziwym życiu trzymalibyśmy się z daleka — i poniekąd dlatego czułam, że najwyższa pora o tym porozmawiać. Zastanawia mnie, dlaczego romantyzujemy partnerów, którzy drogę do serca wybranki i czytelniczek utorowali sobie antagonizmem.

Dopisek #1: Nie zniechęcam tutaj do sięgania po jakąkolwiek ze wspomnianych książek. Są one napisane przez osoby dorosłe dla pełnoletniej publiki i to nie ich wina, że trzynastolatka nierozumiejąca złych wzorców po nie sięga. Gorzej jak sama osoba autorska je popiera, ale to już swoją drogą.

Dopisek #2: Podczas artykułu mogą pojawić się spoilery. Na ogół staram się unikać pisania o konkretnych wydarzeniach, jednak zostawiam tę informację na wszelki wypadek. 😉

Rozwój społeczności książkowej

Zacznijmy od początku, czyli ogromnego wzrostu czytelników za pośrednictwem Internetu. Na platformach takich jak TikTok czy Twitter znajdziemy pełno młodych osób, które rozmawiają o literaturze i to… wręcz świetna wiadomość! Zabrzmię teraz troszeczkę staro, ale „za moich czasów” ciężko było o znalezienie kręgu czytelniczego innego niż fora, które prędzej czy później się wykruszały. Tymczasem w roku 2022 (a właściwie to już wcześniej) społeczność książkowa urosła na sile, a wyrażenie „książkara” nie brzmi już tak obco w poszczególnych kręgach. W największej mierze do tego sukcesu przyczynił się właśnie TikTok, czyli ta uzależniająca aplikacja, na której publikowane są krótkie filmiki o każdej tematyce.

Wszystko zaczęło się od zagranicznych kont, które stworzyły trendy oparte o pokazywanie ulubionych książek, książek o określonej tematyce lub tych zasługujących na więcej popularności. Z czasem trend ten dotarł do Polski, trafiając na kolejne social media. Coraz więcej osób (w tym przyznam i ja :)) zaczęło bawić się w prowadzenie bookstagrama i/lub booktoka do publikowania recenzji, dzielenia się ładnymi książkowymi zdjęciami i rozmawiania o czytelniczych gustach. Nowe konta powstają codziennie, a ludzie — w dużej mierze nastolatkowie — próbują swoich sił w prowadzeniu takiego mini-bloga.

Warto jednak zauważyć, że z czasem gusta internetowe uległy pewnej stabilizacji. Ludzie zaczęli polecać te same tytuły, które dziś możemy znaleźć w Empiku na czarno-kolorowej półce „hitów TikToka” (lub z naklejką „fenomenu TikToka”, której niestety nie daje się zdjąć; osobiście zaklejam ją czymkolwiek innym). Do takich tytułów zaliczamy m.in.: powieści fantastyczne NA i YA (serię Dworów SJM i Krew i Popiół J.L. Armentrout, trylogię Okrutnego księcia Holly Black, Niewidzialne życie Addie LaRue Victorii Schwab lub Pieśń o Achillesie będącą re-tellingiem znanego mitu)romanse NA i YA (Beach Read, Heartstopper, Lepiej niż w filmach, Spanish Love Deception, The Love Hypothesis)powieści obyczajowe (książki Colleen Hoover oraz opublikowane oryginalnie na platformie Wattpad)

Pewnie zastanawia Was, co oznaczają „NA” i „YA”. Są to skrócone nazwy gatunków young adult i new adult, które pomimo podobnych nazw mają bardzo różną publikę. Young adult to po prostu młodzieżówki przeznaczone dla czytelników od dwunastego do osiemnastego roku życia; powieści new adult z kolei są domyślnie skierowane do młodych dorosłych, nierzadko mając na sobie etykietę 18+.

Ona była wzorem ideału, a on łotrem — czyli romans fantasy

Sporą częścią internetowego fenomenu są romanse fantasy. Nic dziwnego, bo jak sama wspominałam, kilka lat temu takie książki również były popularne. Pamiętam jeszcze czasy, kiedy na tapecie znajdowała się saga Zmierzchu, a każde młodzieżowe fantasy — nieważne czy mowa tu o urban fantasy czy o dystopii — musiało mieć w sobie tę szczyptę uczuciowości, nierzadko wymagającej obecności „tej trzeciej osoby”. Takie były kiedyś książkowe realia; i choć powoli odchodzimy od wciskania dramatów z udziałem postaci C, to miłość wciąż stanowi ważny punkt przyciągający publiczność.

Szczególną popularnością cieszy się motyw enemies to lovers (pozwólcie, że będę go skracała do ETL), czyli „od wrogów do kochanków”. Nazwa jest tutaj samowystarczalna; są to romanse, w którym dwie osoby zaczynają z negatywną relacją po czasie ewoluującą w miłość. Bo jak mówi słynne przysłowie, od nienawiści do miłości krótka droga… lub na odwrót. Osobiście rozumiem ten trop tak, że obie strony mają równe szanse w tej swojej nienawiści i jeżeli już miałabym przytaczać tiktokowy przykład, to postawiłabym na Okrutnego księcia. Tam w pewnym sensie osoba A i osoba B robią sobie nawzajem na złość i żadna strona nie jest zbyt długo zależna od drugiej. Całkiem możliwe, że dlatego tak bardzo spodobała mi się ta trylogia (a co ciekawe, akurat ona jest jedną z tych najczęściej opisywanych jako „przehajpowane”).

Na liście w pierwszym punkcie znalazły się Dwory oraz Krew i popiół, gdzie obie powieści są chwalone przez czytelniczki za swój wątek ETL. Z obiema się jako-tako zapoznałam. W pierwszym przypadku przeczytałam całą oryginalną trylogię oraz poświęciłam godzinę życia na obejrzenie streszczenia kolejnych tomów, byle samodzielnie ich nie tykać. Jeżeli chodzi o Krew i popiół, pierwszy tom pierwotnie bardzo mi się podobał z wyłączeniem zakończenia; drugi powielił tylko dworowe błędy, przez które najpewniej nie sięgnę po kontynuację. Ostrzegam zatem! Jeżeli ktokolwiek z Was chce sięgnąć po którąś z tych dwóch serii, lepiej będzie jeżeli pominiecie następne paragrafy i przeskoczycie do kolejnego punktu artykułu.

Dwory autorstwa S.J. Maas to cykl fantasy, w którym mamy podział na krainę ludzi oraz krainę fae — rasy, która swoją część mapy dzieli na poszczególne dwory. Pierwszy tom miał być re-tellingiem Pięknej i Bestii, gdzie główna bohaterka Feyra zostaje zmuszona zamieszkać w przeklętym zamku z równie przeklętym księciem, by ostatecznie uratować swój obiekt westchnień i zostać jego narzeczoną. Wszyscy żyli długo i szczęśliwie, ale nie do końca. W tym samym tomie poznajemy także Rhysanda, który przez 3/4 przyznanego czasu antenowego napastuje Feyrę, zmuszając ją do:
zażywania szkodliwych dla ludzi substancji odurzających;ubierania się w skąpe ubrania;pocałunków i tym podobnych zbliżeń.

Dobre uczynki Rhysa w pierwszej części można zliczyć na palcach jednej ręki, natomiast przez większość czasu jest on przedstawiony jako antagonista. Pod koniec oraz w kontynuacji okazuje się, że Rhys także padł ofiarą „tego złego”, a wszystkie powyższe czyny zrobił dla chronienia głównej bohaterki. W drugim tomie autorka zmienia ciąg wydarzeń, sprawiając że to nagle Rhys jest rycerzem na białym koniu, a jej poprzedni narzeczony oprychem — jednocześnie nie ma tutaj płynnej zmiany charakteru czy zachowania. Ot, każdy nagle debiutuje z nowym zestawem cech, a Rhys dostaje immunitet bo jest przystojnym feministą, który proponuje Feyrze stosunek w bibliotece, którą kilka stron wcześniej przedstawił jako azyl dla ofiar napastowań.

„Chwileczkę, co?”

Tak mniej-więcej wygląda postać Rhysa. Co ciekawe, w czwartym tomie (gdzie nota bene on i Feyra nie są już na celowniku) jego zachowanie znowu ulega zmianie, żeby pokazać opresję jego partnerki zmagającej się z macierzyństwem. A młoda grupa czytelników dalej będzie opisywać ten związek jako couple goals oraz faworytów motywu ETL, gdzie Feyra tak naprawdę nie mogła się bronić w pierwszym tomie. Mogła co najwyżej porzucać kilkoma wyzwiskami.

Krew i popiół powiela niektóre z tych błędów. Tutaj także okazuje się, że obiekt zainteresowań głównej bohaterki ma za sobą szemrane interesy i nie jest do końca tym, za kogo się podawał. Pod koniec pierwszego tomu mamy coś, co można podpiąć pod napaść seksualną podczas próby ucieczki bohaterki oraz przymuszenie do małżeństwa. Kontynuacja ponownie wybiela postać męską, a sam związek staje się ukochanym dzieckiem czytelniczej publiczności.
Jeżeli taki wzór romansu w Dworach nie jest wystarczająco problematyczny, to autorka wielokrotnie była oskarżana przez zagranicznych czytelników o rasizm; w samych książkach zaś brakuje różnorodności rasowej oraz widać, że SJM nie rozróżnia biseksualności od homoseksualności.

Ciekawy przypadek Colleen Hoover

Kolejną mocno spopularyzowaną przez Tik Toka autorką jest Colleen Hoover — amerykańska pisarka, corocznie wydająca przynajmniej jeden bestseller. Jej książki możemy podziwiać w księgarniach z całej Polski, choć jeszcze kilka miesięcy temu (tj. przed wybuchem popularności) ciężko było o znalezienie jakiegokolwiek egzemplarza. Powieści, które niedawno były out of print teraz stanowią fuforę w sieci. Osobiście sama zapoznałam się z kilkoma książkami; część bardzo mi się spodobała, część okazała się czasem zmarnowanym, a opinia o jeszcze niektórych uległa zmianie z czasem.

Nie jestem w stanie opisać Wam, jaki dokładnie mam problem z poszczególnymi książkami, ponieważ to skutkowałoby spoilerami. Zdradzę jedynie, że Colleen Hoover słynie ze swoich plot twistów, często opartych o osobistą traumę głównych bohaterów. Mamy protagonistkę, która w wyniku pożaru utraciła urodę i karierę. Mamy ofiarę przemocy w rodzinie. Mamy obiekt westchnień, który odciął się od uczuć przez tragedię z przeszłości. Każda z tych książek ma w sobie jakiś element tragizmu, którego opisanie powinno wymagać dogłębnego researchu — sama Hoover zaś chwaliła się w poście wyśmiewającym hejterów, że na pisanie spędza „trzynaście godzin dziennie”.

Bez wypowiadania się o konkretnych tytułach, wymienię kilka rzeczy mających miejsce w tych powieściach. Bazuję naturalnie na wszystkim, co sama przeczytałam:
męscy protagoniści, których punkt widzenia możemy przeczytać przejawiają toksyczne cechy charakteru; mamy tu chociażby posesywność, w dużej mierze skupianie się na urodzie głównej bohaterki i czego by tu nie zrobili z nią (co ma miejsce głównie w pierwszych rozdziałach) oraz zachowania podchodzące pod hipokryzję (typu zazdrość z jednoczesnym randkowaniem);wyżej opisane szokujące zwroty akcji w oparciu o traumę, jaką dana postać przeżyła; niekiedy ta lub inna trauma stanowi główną cechę charakterystyczną przedstawioną od samego początku;romantyzowanie szkodliwych zachowań, takich jak stalking w imię wyższego dobra, traktowanie obiektu westchnień jak przedmiot (i tutaj wyciągamy kartę „trauma”), powierzanie opieki nad dzieckiem przemocowemu partnerowi oraz zdradę… tak, jest cała seria, w której główny bohater zdradził swoją partnerkę dla żeńskiej protagonistki, coś nie tak?
Sama książka November 9, która nota bene bardzo mi się podobała przy pierwszym podejściu — a co za tym idzie, mniej pozytywne zdanie ukształtowałam dopiero miesiące później — posiadała w oryginalnej kopii zromantyzowaną scenę napaści seksualnej. Autorka przeprosiła za nią, jednocześnie jednak zrzucając poniekąd winę na tych niewdzięcznych czytelników, którzy nie zrozumieli jej przekazu. No ale tak czy siak, scena zniknęła w dodruku. Podobnie jak przeprosiny, których youtuber Caleb Joseph nie mógł już znaleźć.

W tym momencie chciałabym wspomnieć o jeszcze jednym problemie. Jak wspomniałam na początku, książki Colleen zostały ostatnimi czasy spopularyzowane przez TikToka — platformę, z której w dużej mierze korzystają młode osoby. Bądź co bądź, są to powieści przeznaczone dla osób dorosłych i w większości z nich główni bohaterowie mają co najmniej dwadzieścia lat. Coś jest nie tak, kiedy nastolatkowie czytają takie It Ends With Us — opowieść o przemocy w związku oraz jej szkodliwym wpływie na kobiecą psychikę — i nazywają je „romansem”. Tak, romansem.
Z drugiej strony miałam niedawno podejście do serii Hopeless, która miała być rzekomo skierowana do nastolatków i szczerze? Nie widziałam większej różnicy w szokowaniu czytelnika; jedyną nową rzeczą był młody wiek głównych bohaterów, który sprawił, że książkę oddałam do biblioteki po sześćdziesięciu stronach.

Popularyzacja książek z Wattpada

Jeżeli macie za sobą etap czytania fanowskich opowiadań lub oryginalnych historii to z pewnością macie świadomość tego, czym jest Wattpad. Śpieszę na wszelki wypadek z wyjaśnieniami! Wattpad to utworzona w 2006 roku platforma służąca do publikowania autorskich opowiadań, wierszy oraz innych dzieł literatury. Jest to coś w rodzaju bloga, gdzie czytelnicy mogą komentować i śledzić na bieżąco ulubione historie.

Od początku roku idzie zaobserwować wzrost książek oryginalnie publikowanych na Wattpadzie — w dużej mierze są to młodzieżówkowe romanse o niezbyt skomplikowanej fabule. Nie chcę tutaj wchodzić w dyskusję na temat tego, ile z tych książek rzeczywiście zasługiwało na okładkową wersję, a ile powinno pozostać w Internecie; wypowiem się jednak na temat fenomenu, jakim jest Start A Fire.

Start A Fire jest pierwszą częścią wattpadowej trylogii opowiadającej o losach Victorii Clarke, nastolatki z kaliforniejskiego miasta, której życie na kartach książki kręci się wokół kłopotów, bogatych imprez i jeszcze raz kłopotów, ale z posypką w postaci lokalnych zbirów. Książka sama w sobie jest oznaczona znaczkiem „18+” z tyłu okładki; 1/3 fabuły opiera się o relację Victorii z Natanielem Shayem, który postanawia zmienić jej życie w piekło. Ta sama postać zostaje później czymś w rodzaju „anioła stróża” bohaterki, wyciągającego ją mniej lub bardziej chętnie z tarapatów.

Osobiście przeczytałam pierwszy wydany w sklepach tom i szczerze żałuję czasu spędzonego na tej lekturze, no ale cóż, o gustach się nie dyskutuje. Co mnie jednak zamartwia to fakt, że SAF — mimo tego nieszczęsnego znaku „18+” — jest w dużej mierze czytane przez nastolatki, którym trochę brakuje do pełnoletności. Oczywiście każdy człowiek posiada swój próg dojrzałości, jednak coś jest nie tak, kiedy czternastolatka romantyzuje przedstawioną w książce relację oraz tryb życia Victorii.

Ale hej, przecież to się sprzedaje, nie?

No i tutaj przechodzimy do centrum problemu. Niektórym wydawnictwom sytuacje powyżej są na rękę. Wszystkie serie, jakie tutaj wspomniałam są często polecane przez osoby w wieku 14-16 lat oraz stanowią część internetowego fenomenu. Nastolatkowie robią czytaniu fantastyczną promocję, zachwycając się nad całymi seriami i publikując przepiękne zdjęcia na Instagrama — no nic, tylko czytać! Problem pojawia się wtedy, kiedy książka tak naprawdę nie powinna trafić do tak młodego targetu.

Jak wspomniałam wyżej, coraz więcej książek to fenomeny Wattpada, które czytało tysiące osób. Istnieją wydawnictwa, które od dłuższego czasu wydają głównie takie książki; i jeżeli dana opowieść nie jest książką dla dorosłych, to najpewniej będzie erotykiem. I to, i tamto cieszy się zainteresowaniem publiki. Tutaj taka mała refleksja z mojej strony, ale osobiście jestem wielką fanką trylogii Flaw(less), której pierwszy tom został oficjalnie wydany w styczniu tego roku — była to jednocześnie moja pierwsza wattpadowa książka i do tej pory jedyna, która mi się spodobała. Dwa miesiące temu w moje łapki trafił drugi tom; i wiecie, co zauważyłam pierwsze? Że wydawca zmienił się z klasycznego w młodzieżowy oddział. A to oznacza, że przynajmniej w teorii wiemy, kto powinien znaleźć się w grupie docelowej.

Nie każdemu wydawnictwu to jednak pasuje; nie chciałam za bardzo wskazywać winnych palcem, ale w tym kontekście to chyba niemożliwe. Tak czy siak, mamy wydawnictwo You&YA — pododdział Muzy, odpowiedzialny za wydawanie książek młodzieżowych (bo przecież young adult w nazwie zobowiązuje). Pierwszą premierą od nich było Krew i popiół, w którym znajdziemy mnóstwo podtekstów erotycznych oraz graficznych scen (a także triggerującą scenę „gwałtu” i powtórkę wątku enemies to lovers, który prędzej bym nazwała syndromem sztokholmskim lub wybielaniem bohatera).

To samo wydawnictwo szczyciło się niedawno premierą The Love Hypothesis — popularnego romansu dla dorosłych, w którym główne postacie mają kolejno 26 i 34 lata. Grupa próbowała się później bronić, twierdząc że książka jest wydawana we współpracy z ich wydawnictwem-matką. Na materiałach promocyjnych mogliśmy później doczytać, iż jest to „powieść nieprzeznaczona dla osób nieletnich”. Drobnym druczkiem. Na samym dole stories z Instagrama, który zwykle zasłania pole do wpisania wiadomości.

Wszelkie bookstagramy, booktoki i inne media społecznościowe są prowadzone w dużej mierze przez nastolatków, którzy w teorii nie powinni tykać książek dla dorosłych — ale niektóre wydawnictwa chcą skorzystać z tej darmowej promocji. Poza tym, i tutaj mówię troszeczkę z doświadczenia, małe konta zwykle będą wychwalały wszystko, żeby nie wyjść na niewdzięczne lub wyrobić sobie dobrą renomę recenzenta.

Nie pomiń naszych istotnych materiałów
Zapisz się do grupy na ulubionym komunikatorze

JEDNA WIADOMOŚĆ OD PONIEDZIAŁKU DO PIĄTKU PO GODZINIE 20:00

Artykuł powstał w ramach #maszwsparcie – Kampanii reakcyjno-informacyjnej. Projekt realizowany z dotacji programu Aktywni Obywatele – Fundusz Krajowy finansowanego przez Islandię, Liechtenstein i Norwegię w ramach Funduszy EOG.

Publikacja jest dostępna pod licencją :

Uznanie autorstwa -
Użycie niekomercyjne 4.0

Podziel się:
Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on telegram
Telegram
Share on email
Email
TAGI:
Aleksandra Sokół

Aleksandra Sokół

Studentka filologii angielskiej, która tłumaczy i pisze w wolnym czasie, coby rodzimego języka nie zapomnieć. Jeśli akurat nie uczę się lub nie zbieram doświadczenia to uciekam w świat fantastyki i Disneya.
CZY DLA CIEBIE RÓWNIEŻ JEST
WAŻNE TO O CZYM CZYTASZ?

Nigdy nie było ważniejszego czasu, aby edukować społecznie

ORION Organizacja Społeczna tworzy Publikacje dla osób, które cenią wiedzę opartą na dowodach i sprawdzonych źródłach. Naszym celem jest budowanie świadomego społeczeństwa, dlatego nasze materiały zawsze będą z darmowym dostępem. Jeśli możesz wesprzyj nas dzisiaj, przekazując darowiznę, którą możesz odliczyć od podatku oraz udostępniaj nasze Publikacje swoim przyjaciołom.

Numer konta (Nest Bank)

92 2530 0008 2041 1071 3655 0001

Skip to content